sobota, 20 kwietnia 2013

Paranoid - Rozdział 8 - Zdrady.

   Następnego dnia byliśmy znowu.w Los Angeles. Znów trzeba było przejść się na Sunset, tylko po to, żeby pokazać, że żyjemy, chociaż każdy i tak to wiedział. W końcu nie codziennie światowej sławy rockman oświadcza się swojej dziewczynie na samym czubku Wieży Eifla, prawda? Pisali o nas w gazetach. Miałam to swoje 5 minut, kiedy to świat patrzył na taką zwykłą wychudłą dziewczynę. Dobra, mniejsza o to. Trzeba się pokazać i już.
   No więc znów byliśmy na Sunset. Ponownie w tym syfie. Znowu idąc musiałam patrzeć pod nogi, żeby nie potknąć się o jakiegoś zarzyganego ćpuna na głodzie narkotycznym. Wszystkie te głupie kurwy mierzyły mnie wzrokiem. Część z nich znałam. Zanim poznałam McKagana byłam jedną z nich. Ale dobra. Mniejsza z tym. Reszty nie znałam, więc były to dla mnie tylko głupie dziwki z pojebanymi ambicjami.
   Weszliśmy do Rainbow. Usiadłam przy barze i zamówiłam sobie szklankę Danielsa. Duff polazł do swoich znajomych, a ja zostałam sama. Ale nie na długo. Przysiadła się Carly. Już miałam zapytać co robi w L.A. ale mnie uprzedziła :
- Oświadczył Ci się?!
- No tak...patrz - pokazałam pierścionek. Carl zrobiła wielkie oczy, a ja poczułam, że się rumienie.
- A tak z innej beczki to Sebastian o Ciebie pytał. Idź z nim pogadaj. Jest u siebie w domu - wysłała mi życzliwy uśmiech i przytuliła.
   Wyszłam z baru i ruszyłam w kierunku Figeroa Street.  Tam właśnie stoi dom Mr. Bacha. Sebastian nie lubi tego szumu, który panuje na Sunset Strip. Też go nie lubię... Przez te kilka tygodni,kiedy mieszkamy z Duffem na Highland Awenue odwykłam.
   Zapukałam do drzwi przyjaciela, a on krzyknął że mam wejść, więc to zrobiłam. Sebuś siedział na kanapie z miską prażonej kukurydzy na kolanach i oglądał nasz ulubiony film z dzieciństwa - "Ptasiek". Taki tam dramat psychologiczny. Ogólnie to...byliśmy...dość dziwnymi dziećmi. Trochę wręcz...przerażającymi. Robiliśmy lalki voodoo i tak dalej...ehh... Whatever.
   Zestawiłam popcorn na stół i położyłam się na kolanach mojego przyjaciela z takim kawaii uśmiechem. On się wyszczerzył na mój widok i cmoknął mnie w czoło. Potem zaczął całować namiętnie w usta, zjeżdrzając coraz niżej, przez szyje na piersi zdejmując mi przy okazji koszulęvi stanik. Potem miział językiem podbrzuszu. Odpiął moje spodnie, następnie je zdiął. W ich ślady poszła reszta naszego stroju. Sebastian wszedł we mnie mocno, a ja jęczałam jak najęta. Po jakimś tam czasie oboje doszliśmi i...zorientowałam się, że zostawiłam otwarte drzwi. Tak jakoś czułam tu czyjąś obscność. BŁAGAM BOŻE, NIECH TO BĘDĄ TYLKO SCHIZY!

                               ***

No to mamy rozdział 8, który jest do dupy jak całe opowiadanie. Dziękuję, pozdrawiam.

niedziela, 14 kwietnia 2013

Paranoid - Rozdział 7 -One night in Paris

   Najpierw zjedliśmy kolację w jakiejś W-Chuj-Drogiej-Tró-Romantycznej-Zajebiście-Kultowej restauracji, a potem weszliśmy na Wieżę Eifla. Duff przez dłuższy moment wpatrywał się w moje brązowe oczy. Następnie przyklęknął przede mną i wyją z kieszeni swojej czarnej ramoneski niewielkie, czerwone pudełeczko z napisem Apart.
- W...Wikuń...Kochanie...cz...czy ty....zgodzisz się...znaczy....chciałabyś...chcesz może...chcesz zostać moją do końca życia, chcesz żeby moje dzieci mówiły Ci mamo, chcesz zamieszkać ze mną w jakimś małym domku w stanie Mississipi...znaczy...cz...czy...zostaniesz moją żoną? - McKagan otworzył pudełeczko. W tle ktoś nucił "Love me tender". No jak romantycznie. Tylko nie wiedziałam co mam odpowiedzieć. Znaczy wszystko we mnie krzyczało 'TAK!', ale nie wiedziałam...
   Poczułam, że po moich policzkach spływają łzy. Czułam ich słony smak w ustach. Przypomniałam sobie o Duffie, który cały czas przede mną klęczał i oczekiwał na odpowiedź.
- J...jeśli... nie jest...nie jesteś g...gotowa...p...po....poprostu powiedz...
- Duff...OCZYWIŚCIE ŻE SIĘ ZGADZAM! - wykrzyczałam. McKagan wsunął mi pierścionek na palec i porwał mnie na ręce. Zacząk kręcić się w okół własnej osi krzycząc, że mnie kocha. Potem ja zrobiłam coś banalnie głupiego. Krzyknęłam:
- NAD ŻYCIE KOCHAM DUFFA MCKAGANA I ZOSTANĘ JEGO ŻONĄ!
   To może nie było aż tak głupie, co niebezpieczne. Taki szczegół - fanki. To są takie stworzenia, które słysząc imię swojego idola biegną w kierunku dźwięku tratując wszystko co spotkają na swojej drodze.
   Duff postawił mnie na ziemi i pociągnął za rękę na dół, co chwilę krzycząc, żebym się pospieszyła, bo te jebane tanie dziwki bez wartości zabiją mnie, a z mojej głowy zrobią pierwszy eksponat w Rock Star's Wifes Museum. Autentycznie się przestraszyłam, bo wiedziałam, że on ma rację.
   Wróciliśmy do hotelu i zameldowalińmy się w recepcji. Poszliśmy do naszego pokoju. Byłam zmęczona, więc dość szybko się położyłam. Duff usiadł na rogu łóżka i całą noc głaskał mnie po głowie śpiewając cichutko Every Breath You Take. On jest taki kochany...

                              ***

Rodział...jest do dupy. Miałam spory problem z napisaniem tego czegoś. Wika się kończy. Totalny brak weny.

wtorek, 12 marca 2013

Paranoid - Rozdział 6 - Je t'aime... pour toujours

    -Dzisiaj mnie stąd wypuszczą słonko. - oznajmił Duff. No jakbym kurwa nie wiedziała. Jakoś tak...aż 5 minut temu rozmawiałam z lekarzem. Jeszcze nie zapomniałam.
- Wiem. - syknęłam.
- Skąd ten jad w głosie?
- Jesteś idiotą. Na cholerę ty się z nim tłukłeś?! - z każdym wypowiedzianym słowem gotowały się we mnie skrajne emocje. Strach, ból, złość, chęć wyjebania mu i...miłość. Taka bezgraniczna. Taka sama jaką Julia darzyła Romea, Izolda Tristana, Laura Daniela, Leyla Nicka...taka sama. Zastanawia mnie co ja bez niego znaczę. Odpowiedź jest tak do bólu prosta - nic. Mniej niż zero. Bez niego ja nie umiem funkcjonować, bez niego nie żyję, nie egzystuje. Nie ma mnie. Kaput.
    - Podejdź tu. - zrobiłam o co prosił. Przyciągnął mnie do siebie i wpił się w moje usta. Wplotłam palce w jego blond włosy. Zaczął ściągać moją koszulkę. Gdy już się jej pozbył, całował mnie po szyi.
   I w tym oto cudownym momencie wpadł lekarz.
- Panie McKagan. Jest pan w szpitalu. Proszę opanować swoje pragnienia seksualne, może je pan przecież realizować w domu.
- Mhym. - mruknął. - Czego pan tu?
- Przyszedłem zapytać jak się pan czuję, ale widzę, że wprost świetnie! - zakpił. Kurwa weź się człowieku odjeb. Zazdrosny, co?
- Dobrze pan widzi.
- A pani na litość boską niech się ubierze!
    Zrobiłam co tam prosił. Pan zazdrosny wywalił oczami i wyszedł z sali.
- Ja cię kiedyś zabiję!
- Moja wina, że jesteś taka piękna?
***
    Wróciliśmy do domu. Zakryłam Duffowi oczy (co przy naszej różnicy wzrostu łatwe nie było) i zaprowadziłam do naszej sypialni, a raczej pokoju, który ma nią być.
- T...to jest piękne! - chwycił mnie i wziął na ramiona. Obkręcił się parę razy, a po tej zacnej czynności zaczął biegać jak debil po całym domu.
   - Pakuj się.
- Masz mnie dość? - spytałam z nie dającym się ukryć smutkiem w głosie
- Kobieto pojebało cię? Jesteś moim życiem cholero jedna! - zaśmiał się. - Niespodzianka kochanie. 
- A jaaakąąą? - zrobiłam maślane oczka. Zwykle działały na Duffa. Zwykle.
- Niespodzianka to niespodzianka. Musi być niespodziewana bo inaczej nie będzie niespodzianką. - uśmiechnął się szyderczo.
- Noooo ploooooseeeeeee....
- Mogę zdradzić, że lecimy do Europy. 
   EU-RO-PY?! TEJ Europy?! Tej nad Afryką?! Boże...mój chłopak zwariował.
***
   Samolot mieliśmy o 19. Od razu gdy usiadłam na fotelu, zasnęłam. Tak jest zawsze, ale mniejsza. Obudziłam się w PARYŻU! 

*******************************************************************************
   Tak, wiem, do dupy, krótkie, beznadzieja, mogiłka totalna. Nic nie poradzę, nie umiem pisać. Wszelkie skargi i zażalenia w komentarzach. Pozdrawiam.(dla złagodzenia negatywnych emocji pofapajcie sobie przy tym zacnym zdjęciu zajebistego zespołu W.A.S.P.


sobota, 2 marca 2013

Wiktorii się nudzi

   I robi debilne kamerkowe zdjęcia z kuzynką i śpiewa Gdzie są punki z tamtych lat. Macie sfet focie.xd

piątek, 1 marca 2013

Detroit Rock City - Rozdział 3 - ŻE...ŻE CO?!

   -Ej, sieroty boże, mam dla was niespodziankę. - powiedziała Wiktoria siedząc sobie, jak gdyby nigdy nic z nogami na ścianie nucąc piosenkę Ramones - "Rockaway Beach" i czytając książkę, którą wczoraj przyniosłem jej  biblioteki - Dean R. Koontz - "Północ".
   - Kontynuuj. To intrygujące panno Halverey, albo może lepiej pani Brown. - powiedział głupkowato Tommy. Dziewczyna zarumieniła się (wspominałem już, jak zajebiście słodko wygląda jak się rumieni?) i powiedziała:
-Gracie support.
- Przed kim?
- KISS'em.
- ŻE CO KURWA?! JAK?! JA PIERDOLĘ, JAK MAM CI KOBIETO DZIĘKOWAĆ?! JAK TY TO ZROBIŁAŚ?! - podbiegłem do niej i porwałem ją na ręce obkręcając parę się parę razy w okół własnej osi i na koniec całując ją namiętnie. 
- Słońce...starczy, że mnie postawisz. - zaśmiała się
   Postawiłem ją na ziemi i dalej (jak reszta) świdrowałem wzrokiem.
   - A możesz nam kurwa powiedzieć jak to zrobiłaś?
- Mój brat cioteczny od strony matki przyjaźnie się z bratem siostrzeńca menadżera Najzajebistrzej Kapeli Na Tym Pieprzonym Świecie. 
   - Kurwa...jesteś normalnie czarodziejką! Jak ja cie kurwa kocham! - wydarł się Joey. Już miałem mu wyjebać, ale uprzedził mnie James mówiąc:
- Ej no nie odbijaj Jamm'yemu bo bedzie zazdrosny! - zaśmiał się.
   Nie mogłem zaprzeczyć, że miał rację, w końcu...kto by nie był zazdrosny gdyby miał przy sobie taki skarb? Chyba ktoś taki byłby totalnym debilem.
Tylko James...ty wiesz, że tam będą ludzie, dużo ludzi i nie będziesz mógł ak sobie zemdleć jak wtedy kiedy graliśmy na urodzinach Tripa.
- O kurwa...nie myślałem o tym...
- Wiem. WYZBĄDŹ SIĘ TEJ JEBANEJ TREMY!
- NIE MOGĘ!
- TO SPRÓBUJ I COŚ DO KURWY ZAŚPIEWAJ!
   Świetnie wiedziałem, że będzie się krępował, bo przed dziewczynami nigdy nie śpiewał. Usiadłem za perkusją, reszta wzięła gitary i zaczęliśmy grać piosenkę zespołu The Stooges - "No fun". James jąkał się niemiłosiernie i potem tylko wywrzeszczał:
- Pieprzyć to!
   Wiktoria westchnęła i podeszła do niego stając za mikrofonem dała nam znak że mamy zacząć od nowa. Ona śpiewała. Przez chwilę myślałem, że stoi przede mną sam Iggy Pop, a nie moja dziewczyna, która po prostu tak zajebiście wyśpiewuje zwrotki...
No fun my babe
No fun
No fun my babe
No fun
No fun to hang around
Feelin' that same old way
No fun to hang around
Freaked out for another day

No fun my babe
No fun
No fun my babe
No fun
No fun to be alone
Walking by myself
No fun to be alonezyno
In love with somebody else

Well maybe go out, maybe stay home
Maybe call Mom on the telephone
Well c'mon, well c'mon
C'mon c'mon
Now Ron, I say Ron
C'mon an lemme hear you tell em
Lemme hear you tell em
Now I feel
I say lemme hear you
Tell em how I feel, yeah, my man
No fun to be alone
It's no fun to be alone
Hang on
Don't you lemme go
It's no fun to be alone
To be alone  

   - Kurwa dziewczyno! Czemu nie mówiłaś, że tak zajebiście śpiewasz!?
- Bo nie ma się czym chwalić...
- Jak to nie ma?! Jesteś lepsza niż ten palant! I nie masz tremy! Może...zaśpiewasz za niego w tym Detroit?
- Jak chcecie...nie ponoszę odpowiedzialności za mój brak umiejętności...
- Jaki brak!?
- Bo nie śpiewam jakoś tak zajebiście...
- Milcz kobieto!


***
I tak oto z nudy napisałam kolejny rozdział. Oczekuje komentarzy. Zostawiam was z Blondie i idę pilnować internetów. 


czwartek, 28 lutego 2013

Paranoid - Rozdział 4 - I znowu w szpitalu...

   Właśnie kończyłam malować naszą sypialnie. Duff pojechał dokupić kafelki do kuchni i jakoś tak od godziny go nie ma, więc wpadłam na ten wyjebany w kosmos pomysł i malowałam ściany, a raczej pejzaże na ścianach. Tak konkretniej to na owej ścianie powoli powstawało zachodzące słońce nad morzem. Takie trochę oklepane no ale kurwa romantyczne.W sumie to już kończyłam drobniutkie detale, ale przerwał mi dzwonek do drzwi. Ubrana w  stare, (brudne) jeansowe ogrodniczki i (równie upaćkaną) koszulkę z logo Van Halen zbiegłam na dół otworzyć.
   Za drzwiami stała moja (chyba jedyna) przyjaciółka - Carly. Nie myśląc o tym, że całą ją ubrudzę żółtą farbą mocno ją uścisnęłam.
   - Jak się czujesz? - spojrzała wymownie na moją rękę, po czym dodała - Wybacz, że nie mogłam Cie odwiedzić w szpitalu.
- Nic nie szkodzi. Jakoś się trzymam, ale te jebane tabloidy doprowadzają mnie do szału.
- Wierzę. A jak Duff sobie z tym wszystkim radzi? - nie zdążyłam odpowiedzieć, przerwał telefon.
   - Halo?
- Pani Wiktoria Black?
- Tak. O co chodzi?
- Pani chłopak, narzeczony...nie wnikam w to co tam was łączy, ale leży w szpitalu. Podał panią jako najbliższą osobę. Prosi aby pani przyjechała.
   Koleś ledwie skończył zdanie, a ja podbiegłam do drzwi i nie zwracając uwagi na mój idiotyczny strój, wybiegłam z domu. Z racji tego, że Duff jadąc do tej cholernej Castoramy wziął samochód, mi został taki skuterek. Taki badziew, na który oszczędzałam jak pracowałam w Rainbow. Dobra, stare dzieje.
   Wsiadłam na niego i zostawiając Carly bez słowa wyjaśnienia pojechałam w kierunku szpitala. Wiem, że nie będzie mi miała tego za złe, jak wszystko jej wytłumaczę.
   Po jakichś pięciu minutach byłam w szpitalu. Oczywiście po drodze złamałam wszystkie możliwe przepisy drogowe, ale kogo to obchodzi? No nie mnie. A, że nikogo nie zabiłam, ani  nie spowodowałam wypadku byłam nawet dumna.
   Gdy szłam hallem doskoczyłam do jakiejś pielęgniarki, pytając o Duffa. Wskazała mi salę na końcu korytarza. Pobiegłam do pokoju, usiadłam na krześle przy łóżku i złapałam McKagana za rękę. Nic nie mówiłam. Do oczu napłynęły mi łzy.
   - Co...co się stało? Jakim cudem jesteś w szpitalu?
- Boo... jak powiedziałaś mi o tym złamanym kurwa chuju Hudsonie, nie wytrzymałem i...no ten, wyjebałem mu, on mi oddał, tylko, że trochę mocniej i tak mi się zemdlało. Obudziłem się w karetce.
- CZY CIEBIE JUŻ DO RESZTY POKURWIŁO?!
- Cii... Nic mi nie jest.
- ALE MOGŁO, ROZUMIESZ?! CO JA BYM DO CHOLERY ZROBIŁA JAKBYŚ TY UMARŁ?!
- Ale żyję. Słońce noo..nie denerwuj się. - policzyłam w myślach do dziesięciu, bo miałam szczerą ochotę mu jebnąć. Potem usłyszałam, że Duff nuci. Dołączyłam się do niego i również zaczęłam mruczeć piosenkę.

No one knows what it's like
To be the bad man
To be the sad man
Behind blue eyes

No one knows what it's like
To be hated
To be fated
To telling only lies

But my dreams
They aren't as empty
As my conscience seems to be

I have hours, only lonely
My love is vengeance
That's never free

No one knows what it's like
To feel these feelings
Like I do
And I blame you!

No one bites back as hard
On their anger
None of my pain and woe
Can show through

But my dreams
They aren't as empty
As my conscience seems to be

I have hours only lonely
My love is vengeance
That's never free

When my fist clenches, crack it open
Before I use it and lose my cool
When I smile, tell me some bad news
Before I laugh and act like a fool

And If I swallow anything evil
Put your finger down my throat
And If I shiver, please give me a blanket
Keep me warm, let me wear your coat

No one knows what it's like
To be the bad man
To be the sad man
Behind blue eyes 

Uspokoiła mnie melodia, ochłonęłam. A Duff...zasnął. Siedząc tak przy nim również odpłynęłam zapominając o całym bożym jebanym świecie.
***

Mrs. McKagan się nudzi, bo jest chora i piszę bezsensowne rozdziały, których absolutnie nie planowała. Mam cichą nadzieje, że nie macie mi tego za złe, prawda? Jakby ktoś miał to niech się uspokaja gwałcąc wzrokiem Jani'ego Lane, czyli mojego kolejnego męża. Znaczy on ma żonę co widać na zdjęciach ale szszsz!




środa, 27 lutego 2013

Detroit Rock City - Rozdział 2 - KISS, KISS, KISS!!!

   - CHŁOPAKI!!! -wydarł się na całą chatę podekscytowany jak w barze ze striptizem James, który właśnie wbiegł do "domu" rozwalając sobie nos o ścianę.
- Co się stało? - zapytałem ziewając. Całą, calusieńką jebaną nockę myślałem o Wiktorii. Bałem się o nią. Ta melina (jakich tu wiele) jest w totalis center <Mrs. McKagan znawca łaciny> miastowych pobić, morderstw, gwałtów, przećpań, samobójstw i ogólnie tu tak syfiasto jest. Martwiłem się. Chciałbym tu zostawać noce i dnie żeby móc ją chronić, ale nie mogę. Matka. Ta zimna suka mi nie pozwala zostawać w nocy poza domem, każe chodzić do szkoły i jeszcze jeść z nią obiadki! No niedoczekanie!. Ale dobra, nie miałem wam tu mówić o moich jebanych zmartwieniach i problemach tylko o tym na co tak się napalił James. Otóż :
- JEDZIEMY KURWA NA  K-I-S-S!!!
   Pięknie to brzmi, prawda? Koncert KISS to moje marzenie od podstawówki. Gene Simmons jest takim moim Mesjaszem. A Paul i Gene na jednej scenie, na moich oczach...O KURWA!
   Więc tak stałem i patrzyłem na mojego przyjaciela dość zszokowany. Owy brunet zaczął machać mi ręką przed oczami, a potem wsadził dwa bilety do kieszeni.
   - Ale ja jestem jeden...
- A twoja ukochana nie jedzie?
- Kurwa...zapomniałem. To ja...skocze jej powiedzieć.
   Poszedłem do pokoju w którym egzystowała moja miłość. Nasza melina ma dwa pokoje. Jeden gdzie stoi parę łóżek na wypadek jakiejś ucieczki z domu, co najczęściej zdarza się Tommy'emu, Jest tam jeszcze taka drewniana stara szafa, która wygląda jak przeście do Narnii, jakiś przedwojenny gramofon i płyty. Pełna dyskografia naszych idoli i jeszcze parę innych płyt takich zespołów takich jak The Stooges,
Mötorhead, Led Zeppelin, Twisted Sister i te klimaty. W drugim pomieszczeniu stały instrumenty, popielniczka, lampa i dywan. Kurwa znowu się rozgadałem nie o tym o czym miałem. Jeremiah naucz się trzymać ryj.
   Bo chciałem wam tu mówić o tym czego się dowiedziałem o mojej dziewczynie.Siedziała pod ścianą i bawiła się STRZYKAWKĄ Z HEROINĄ. NO JA JEJ KURWA DAM!
  Podbiegłem i zabrałem jej "zabawkę". Podskoczyła wystraszona. Gdy zorientowała się, że to tylko ja, spojrzała na mnie tym wzrokiem zbitego pieska, jednocześnie proszącym i przepraszającym.
- Jam, proszę, oddaj.
- Słońce...no chyba już do reszty cię pojebało.Chcesz umrzeć? Zabrać mi siebie? Mogłabyś zrobić mi coś takiego? - wylałem brązową ciecz na dywan. Ona tylko wybuchła głośnym, niepohamowanym płaczem. Przytuliłem ją mocno, tak jakbym miał ją tulić po raz ostatni. Zwłaszcza, że tak może być, ten skurwysyn, Mr. Brownstone może mi ją zabrać.

***




   No dobra, mamy kolejny rozdzialik stworzony podczas konsumowania naleśników w The Moon w Focusie. Niezły patent na wenę w sumie. Wpierdalanie naleśniorów z cukrem pudrem i polewą czekoladową. Jak ktoś to przeczyta to będę hepi, a jak skomentuje to już w ogóle!
<zespół na zdjęciach to Cinderella, swoją drogą to jest piękniejsza nazwa dla hair metalowego bandu niż Kopciuszek?>